Droga Krzyżowa z Ojcem

 

Któregoś pięknego dnia wylądowałam w szpitalu. Uświadomiłam sobie wtedy, że w oczekiwaniu na operację właściwie cały czas chodzi mi po głowie tylko jedna modlitwa… ta najbardziej prosta i podstawowa w cierpieniu… Ojcze nasz. Ojcze nasz, gdy się boję bo nie wiem, co będzie, Ojcze nasz, gdy pielęgniarka po raz kolejny próbuje bezskutecznie wbić się w żyłę, Ojcze nasz, gdy myślę że zemdleję, Ojcze nasz, gdy zapadam w narkozę… Ojcze nasz, gdy się budzę i czekam…

Kiedy myślę o życiu Jezusa, to mam przed oczami Kogoś maksymalnie związanego z Ojcem. Przez cały czas swojego ziemskiego życia, ani na moment nie przestawał być z Nim w kontakcie. W końcu nawet uczniowie – niezbyt rozgarnięci – zorientowali się, że Jezus cały czas się modli i też chcieli modlić się tak, jak On… Wtedy dał im i nam modlitwę: Ojcze nasz… – Modlitwę, w której streszcza się całe nasze Chrześcijaństwo.

Czy można więc myśleć, że w ostatniej drodze do Ojca, Jezus nie modlił się do Niego? Nie odmówił ostatniego ziemskiego Ojcze nasz?

A my… Jak często „klepiemy” tę modlitwę nie zastanawiając się nad jej wymową i głębokim sensem? Dlatego chcę przejść drogę krzyżową z Jezusem i z Modlitwą Pańską… krok po kroku…

 

 Stacja I: Pan Jezus na śmierć skazany

 

K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 

Ojcze nasz…

Jakże często spotykam ludzi, którzy mówią, że właściwie wierzą, że „coś” istnieje… jakaś energia, jakieś „coś” wyższego nienazwanego… „Karma” i nie wiadomo co jeszcze, ale nie wierzą w Kościół… Ojcze nasz, mówi nam o tym, że nie wierzymy w „coś”, tylko w Kogoś, kto jest bardzo REALNY i BLISKI – bo to Ojciec. To właśnie Jezus odsłonił nam w tej modlitwie konkretne Oblicze i imię Boga. Nikt wcześniej przed Jezusem, nie nazywał Boga w ten sposób – Abba – Tatusiu.

Dla Żydów, to było nie do pomyślenia, by do tego stopnia spoufalać się z Bogiem… Przed Bogiem zakrywano twarz. Imienia Boga nie wymawiano. A tu… Jezus – Syn Boży zechciał, byśmy  zostali dziećmi Bożymi i Jego braćmi.  Po to przyszedł na świat, by nas pojednać z Ojcem… By pokazać nam Jego Oblicze…

A co z tym nieszczęsnym… „nasz”? Czy nie za często przywłaszczamy sobie Boga tylko dla „nas”, czyli dla tych, którzy postępują właściwie? Dla wierzących nienagannie? Zamiast łączyć – dzielimy i osądzamy. Wyrzucamy z kręgu „naszych” tych, którzy nam nie pasują… ot np. bardzo łatwo wyrzucilibyśmy takiego Piłata, bo przecież skazał Pana Jezusa na śmierć… a w ogóle był poganinem… Zapominamy, że Ojciec – jest dla wszystkich ludzi bez wyjątku – i dobrych i złych. I wierzących i nie… Tak jak i Jezus umarł za wszystkich. Nie nam sądzić nawet tych, którzy osądzili Pana Jezusa. Bo do kogo należą Ci „nie nasi”? Kto ich miłuje? Kto ma się nimi zająć? Kto jest ich Ojcem?

Któryś za nas cierpiał rany…

 

 

Stacja II: Pan Jezus bierze Krzyż na swoje ramiona

K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 

Któryś jest…

„Jestem który Jestem” – tak przedstawił się Bóg Mojżeszowi. A nam Jezus objawił Ojca i sam stał się „Bogiem z nami” – czyli Emmanuelem… Na każdym kroku podkreślał, że jest BLISKO NAS…

Jednak musimy też pamiętać, że Abba – nie zwalnia nas z Krzyża. Tym właśnie słowem Jezus modlił się w Getsemani. Mówił: Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!

I stało się… poszedł na Krzyż… Więc i my musimy pamiętać, że Abba nie jest magiczną formułą, która uwalnia nas od lęku, ciemności, paraliżującego chłodu, od najbardziej gorzkiej samotności. Tak jak Chrystus – nasz Pan i  Brat zarazem – mamy powtarzać Abba, żeby móc przetrwać noc, nie osłabnąć w godzinie pokusy, by móc nadal nazywać przyjacielem tego, kto używa pocałunku, by nas zdradzić…

OJCIEC JEST! Ale nie gwarantuje, że wszystko pójdzie dobrze, że każda sprawa potoczy się zgodnie z naszymi pragnieniami. Abba ma wyrazić to, że ufamy także w tych sprawach, których po ludzku nie ogarniamy… Które ogarnia tylko Bóg – bo On widzi to w szerszej perspektywie.

A Krzyż?… Okazuje się, że nie da się przyjść do Ojca inną drogą niż droga Jezusa… Bo my widzimy zaledwie fragment rzeczywistości… Bóg widzi całość.

 

Któryś za nas cierpiał rany…

 

Stacja III: Pan Jezus upada po raz pierwszy

K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 

W niebie…

Pozornie to nie ma związku… Tu Pan Jezus upada na ziemię, a tu o niebie… Ale zastanówmy się… czy „Który jesteś w niebie” oznacza, że Bóg zasiada na obłoku? No nie. Chyba nikt z nas nie wyobraża sobie nieba dosłownie. To sformułowanie podkreśla, że Bóg jest całkowicie inny niż my. Podkreśla Jego wielkość i majestat, a w „niebie” oznacza po prostu – gdzie indziej.

Bóg wymyka się wszelkiemu umiejscowieniu i określaniu. Jak pisał święty Paweł:” Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało jak wielkie rzeczy przygotował nam Bóg”. On Jest wszędzie i jest jednocześnie blisko nas. Jest także w nas… Mówimy, że jesteśmy w siódmym niebie, gdy jesteśmy szczęśliwi… Jest w tym pewna intuicja… Bóg też jest w siódmym niebie, gdy może być w naszych sercach tak, jak był w siódmym niebie – w Sercu Jezusa. Przy takim zjednoczeniu, nawet upadek nie jest w stanie niczego zmienić… Serce, które jest niebem dla Boga, pozostaje takie bez względu na to co dzieje się na zewnątrz. Nie straszne mu żadne burze…

Któryś za nas cierpiał rany…

 

Stacja IV: Pan Jezus spotyka swoją Matkę

 

K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 

Święć się Imię Twoje…

Maryja w Magnificat ogłasza: Święte jest Jego imię. Była Pełna łaski, więc była też siódmym niebem dla Boga… Doskonale odczytywała Jego wolę. Ani przez moment nie stawiała siebie na pierwszym miejscu. Nigdy się też nie wahała. To Bóg był zawsze Jej najpilniejszym wyborem. A teraz… to właśnie Ją spotyka los Abrahama… Musi Mu oddać ukochanego Syna. Nie rozpacza, nie zamyka się w sobie. Nie złorzeczy Bogu… Choć nie wszystko rozumie, zachowuje to w swoim sercu… Biegnie co tchu w piersi, by choć przez moment spotkać jeszcze Syna… choćby musnąć wzrokiem… w jakikolwiek sposób ulżyć Jezusowi… Ostatni raz wyrazić, że Go kocha…

Ona… doskonale wie, że profanacja imienia Boga dokonuje się przede wszystkim wówczas, kiedy Jego dzieci nie okazują swojej miłosiernej miłości.

Któryś za nas cierpiał rany…

 

Stacja V: Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

 

K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 

Przyjdź Królestwo Twoje…

Królestwo Boże jest centralnym punktem nauczania Jezusa.  W Ewangeliach Jezus non stop opowiada o Królestwie. Jest ono duchowe. I… – jak sam powie: Nie ma nic wspólnego z królestwami z tego świata. Jezus mówił wyraźnie: Przynależność do narodu wybranego, czy do uczniów nie gwarantuje wejścia do królestwa – decyduje o tym osobista odpowiedź: nawrócenie, wybór, decyzja, zaangażowanie, zdolność poświęcania wszystkiego dla Niego.

Królestwo nie jest faktem dokonanym. Jest projektem, w trakcie realizacji, w życiu każdego z nas z osobna… Szymon, akurat teraz wszedł na ścieżkę do Królestwa… Od niego samego zależy czy dojdzie do końca… Tak jak ode mnie i od Ciebie… Każdy z nas ma wybór: Czy wybiera Jezusa, czy Jezus nie obchodzi go wcale? Czasem na początku… możesz zostać przymuszony tak, jak Szymon… ale w konsekwencji i tak staniesz przed osobistym wyborem… wcześniej czy później… Sam musisz powiedzieć Jezusowi: TAK lub NIE.

Któryś za nas cierpiał rany…

 

Stacja VI: Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

 

K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 

Bądź wola Twoja…

Niestety zbyt często używamy tego sformułowania w geście poddania… Nic się nie da już zrobić – Bądź wola Twoja. Spada na ciebie nieszczęście, jesteś w pułapce, nie masz wyjścia, komentujesz: Bądź wola Twoja. Gdy coś nie idzie po Twojej myśli, to znaczy, że jest zgodne z wolą Bożą. Ale czy przyszło nam kiedyś do głowy, żeby zawołać tak, gdy operacja zakończyła się szczęśliwie? Gdy podniesiono nam pensję? Gdy realizujemy swoje najpiękniejsze marzenia?

Bądź wola Twoja – to przecież prośba do Ojca – nie o to, by się nam działo źle! To prośba, byśmy mogli realizować w naszym życiu Boży plan, który jest dla nas najlepszy. Wola Ojca, to nasz sukces, a nie porażka. Ojciec, który jest samą Miłością może chcieć dla swoich dzieci TYLKO dobra.

Jezus doskonale odczytał Plan Ojca. Wiedział, po co przyszedł na świat. Wiedział, że ta droga, którą teraz z trudem pokonuje, która zaprowadzi Go na śmierć, ostatecznie okaże się sukcesem. Sukcesem Jego, Ojca i naszym. Bo prowadzi nas wszystkich do Zbawienia.

Weronika… też odczytywała Plan Ojca po swojemu… Mogła się obawiać, że pochwycą ją, może nawet skażą na śmierć za pomoc Jezusowi… Nie było to dla niej istotne. Liczyła się pomoc, miłość, miłosierdzie względem cierpiącego… Nie ma piękniejszego odczytania Planu Ojca. Bo Wola Boża to to, co postanowiła Miłość Ojca. Odczytujmy ją właściwie. Tak jak zrobiła to Weronika… Byłem zmordowany… a otarliście Mi Twarz…

Któryś za nas cierpiał rany…

 

Stacja VII: Pan Jezus upada po raz drugi

 

K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 

Jako w niebie tak i na ziemi…

Wyrażamy pragnienie, aby ziemia była taka, jaką chciał mieć Ojciec, czyli, żeby była tym, czym być powinna. Wiemy, że to na ziemi ktoś lub coś ciągle stawia Bogu opór. Coś lub ktoś odcina drogę realizacji Bożego planu. Prosimy, by to się zmieniło… Tylko że zapominamy, że to wymaga naszej współpracy z Ojcem. Nic samo się nie zrobi…

Ładnie ujął to Orygenes: „Jeśli wola Boża będzie spełniana na ziemi tak, jak w niebie, ziemia nie będzie już ziemią… Wówczas wszyscy będziemy niebem”.

Jezus upada po raz drugi… A my wiemy, że w Nim cała ziemia staje się niebem…

Któryś za nas cierpiał rany…

 

Stacja VIII: Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty

 

K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 

Chleba naszego powszedniego…

Człowiek potrzebuje pokarmu. To oczywiste. Ale Jezus mówił, że: „nie samym chlebem żyje człowiek”. Nasz chleb powszedni, to także głód sprawiedliwości, godności, wolności, miłości. Biedak potrzebuje chleba, ale potrzebuje też domu, pracy, nauki, uznania swoich praw. Chleba naszego powszedniego daj nam, znaczy: Nakarm nasze ciało, nasz umysł, naszą duszę. Daj nam to, co jest niezbędne we wszystkich sferach, abyśmy wiedli życie godne człowieka uczynionego na Twój obraz i podobieństwo.

Jezus pociesza niewiasty… jest pośrodku nich, jak był podczas rozmnożenia chleba pośrodku tłumu. Wtedy mały chłopiec ofiarował ryby i chleb, a Jezus je rozmnożył, by nakarmić tłumy. Teraz, kobiety ofiarowały Mu swoje współczucie… On rozmnaża ich współczucie. Daje zawsze stokroć więcej… Taki już jest. Nie umie inaczej.

Któryś za nas cierpiał rany…

 

Stacja IX: Pan Jezus upada po raz trzeci

 

 

K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 

daj nam dzisiaj…

Dzisiaj, to zatrzymanie w czasie. Dziś to nie wczoraj, ani nie jutro. Dziś się nie powtórzy. Prosząc o chleb dzisiaj, przyjmujemy fakt, że nasze życie w każdej chwili zależy od Niego. Zadowalamy się tym, że mamy z czym dotrwać do jutra, ponieważ wystarcza nam Bóg.

Jezus, przeżył w ten sposób, w całkowitym zawierzeniu Ojcu, całe 33 lata na ziemi. Teraz upada po raz trzeci. Wie, że DZIŚ ma do spełnienia dzieło swojego życia. Więc zaraz wstanie. Wykrzesze z siebie ostatnie resztki sił… by DZIŚ „zbawienie stało się naszym udziałem”. Bóg zaiste wystarczy, by wstać… i doprowadzić dzieło do końca…

Któryś za nas cierpiał rany…

 

 

Stacja X: Pan Jezus z szat obnażony

 

K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 

I odpuść nam nasze winy…

Mieliśmy być doskonali, „Jak doskonały jest nasz Ojciec w niebie”, mieliśmy być miłosierni „jak miłosierny jest Ojciec”… Ale nie łudźmy się – nie jesteśmy ani doskonali, ani miłosierni. Żadne z nas anioły. Wręcz przeciwnie. Nie ma takiego człowieka, który by był bez grzechu – jak pisze św. Jakub. Wszyscy wymagamy odpuszczenia win.

Po wielkiej kłótni… pierwszy krok czyni zwykle nie ten, kto wytworzył dystans, a ten, kto nie może znieść oddalenia. A ponieważ to właśnie Bóg tęskni za nami najbardziej na świecie, to On pierwszy wciąż wyciąga do nas rękę. Zbawienie jest łaską. Nie zbawiamy się sami. Sami musimy tylko wyrazić skruchę i uznać nasz grzech.

Jest jakąś tajemnicą Miłosierdzia Boga, że wybacza nam nasze niektóre winy, nawet jeśli nie okażemy skruchy… Modlitwa Jezusa: „Ojcze odpuść im, bo nie wiedzą co czynią” – dobitnie o tym świadczy. Podobnie było pewnie przy obnażaniu Jezusa z szat… Modlił się za swoich oprawców, bo nie wiedzieli, co czynią…

Ale nie liczmy na to, że Bóg usprawiedliwi w ten sposób nasze świadome złe uczynki. Prośmy Go, o odpuszczenie win – póki możemy. Jeśli uczynimy to szczerze i świadomie, On z radością je nam odpuści. Bo tylko na to czeka, żebyśmy wrócili do Niego.

Któryś za nas cierpiał rany…

 

 

Stacja XI: Pan Jezus przybity do Krzyża

 

K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 

Jako i my odpuszczamy…

To wyznanie nie powinno być odłączone od poprzedniego. Tak naprawdę I odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy to jedno zdanie-prośba, gdzie A wynika z B. Prosimy Boga, żeby odpuścił nam nasze winy, JAKO I MY odpuszczamy. Jeśli sami nie odpuszczamy… Nie będziemy mieli odpuszczone.

Kiedyś na kazaniu usłyszałam, że krzyż jest obrazem dwóch najważniejszych relacji w życiu Chrześcijanina. Najpierw – pozioma belka: relacja ja i mój brat, a dopiero potem belka pionowa: ja i Bóg. W takiej, a nie innej kolejności.

Chrześcijanin więc, to ktoś, kto budzi się co dzień rano i odkrywa, że wszystko trzeba znów doprowadzić do porządku, że musi kochać więcej niż wczoraj… i wybaczyć więcej niż wczoraj… i dopiero wtedy może stanąć przed Bogiem.

Jezus ciągle nauczał: Jeśli chcesz spotkać Boga, idź poszukaj brata. Jeśli chcesz nawiązać porozumienie z niebem, odnów przerwaną łączność tu, na dole.

Jezus przybity do Krzyża… pozornie nic już nie może. A jeszcze z Krzyża wybacza Łotrowi… I przez ten Krzyż… łączy nas z Ojcem. W tej słabości jest Jego i nasza moc.

 

Któryś za nas cierpiał rany…

 

Stacja XII: Pan Jezus umiera na Krzyżu

 

K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 

Naszym winowajcom…

Co jest łatwiejsze? Odpuścić komuś, kto ci stanął na odcisk… czy komuś, kto Ci zabił brata, siostrę, mamę? Tak się składa, że mamy wybaczać nie tylko tym, którzy przypadkiem coś zrobili… ale naszym prawdziwym winowajcom. Mamy kochać nie tylko naszych przyjaciół , ale mamy kochać i nieprzyjaciół. Tak. Bardzo wysoko Jezus wiesza poprzeczkę swoim uczniom – czyli wszystkim nam. Nie da się przeskoczyć do nieba z ominięciem tych niewygodnych dla nas punktów w programie zbawienia.

Najczęściej to tzw. „porządni” ludzie mają problem z wybaczaniem. Łotrom jest ciut łatwiej… Komuś, komu wiele zła darowano, łatwiej przychodzi zrozumieć innego winowajcę. Nie osądza, bo wie z własnego doświadczenia, jak łatwo jest nisko upaść. Wie, że wcale nie trzeba wiele…

Kto sam doświadczył wielkiego Miłosierdzia, może i powinien to Miłosierdzie przekazywać dalej.

Jezus umiera. Właśnie kończy się Męka Pana Jezusa. Otwiera się dla nas niebo. Zasłona w Przybytku się rozdarła.

W tym momencie żołnierz otwiera Jego bok włócznią i obficie wylewa się na nas wszystkich Krew i Woda – Jego Miłosierdzie.

Darmo otrzymaliśmy zbawienie. Darmo dawajmy przebaczenie braciom.

 

Któryś za nas cierpiał rany…

 

Stacja XIII: Pan Jezus zdjęty z Krzyża

 

K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 

I nie wódź nas na pokuszenie…

Jezus jeszcze żył, kiedy ktoś z tłumu zawołał: „Zejdź z krzyża, ocal sam siebie”. Nic na to nie odpowiedział. Wiedział, że to pokusa złego… Zbyt dobrze znał jego obietnice, które składał Mu zły na pustyni… tak samo wtedy, jak i teraz… zawsze ten sam głos… kuszący do „czegoś lepszego”, bo przecież diabeł zawsze w cudzysłowiu: „chce dla nas lepiej niż Bóg”.

Jeśli rodzą się w naszych głowach myśli, że coś zrobimy lepiej, bo lepiej wiemy niż Bóg, co jest dla nas dobre, to nie ma wątpliwości kto za tym stoi. Bóg nas nie kusi. Te słowa modlitwy lepiej byłoby ująć: „Spraw, abyśmy nie wchodzili w pokusy”. Abyśmy nie dyskutowali z szatanem, bo dyskusje z nim mogą się skończyć naszą porażką.

Jezus nie dyskutował z szatanem. Nie zszedł z Krzyża. Doprowadził dzieło zbawienia do końca. Wiedział, że to zawsze Bóg wie lepiej, co jest dla nas dobre.

Teraz zdejmują Go z krzyża. Znak hańby zmieni się w znak zwycięstwa… Już naprawdę niedługo… już za 3 dni…

Któryś za nas cierpiał rany…

 

Stacja XIV: Jezus złożony do grobu

 

K: Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

 

Ale nas zbaw ode złego…

Jest też druga strona tego samego medalu. To prawda, że Bóg nas nie kusi. Tak samo, jak nie karze nas za grzechy nieszczęściami. Zwykle sami ponosimy konsekwencje naszych złych wyborów. A Ojciec – jak to Ojciec… nie może nic zrobić, bo szanuje naszą wolność.

Ale Bóg potrafi niejednokrotnie wykorzystać to zło, które się w naszym życiu  dzieje, dla naszego dobra. Często nie jesteśmy w stanie tego zobaczyć, wtedy, gdy to się dzieje. Potrzeba czasu i dystansu.

Z naszej perspektywy widzimy i czujemy tylko cierpienie, przeciwności, niepowodzenia, prześladowania, śmierć bliskich, chorobę… Cierpimy i nie widzimy żadnego światła w tunelu… Bóg wydaje się nieobecny, albo zwleka… Zdaje nam się wtedy, że siły zła tryumfują…

W takich chwilach dobrze jest wiedzieć, że mamy OJCA, który JEST. Jest przy nas stale i walczy za nas wtedy, gdy my sami już nie mamy nawet siły walczyć.

Nie wyrwiemy się złemu. Nie zbawimy się ode złego sami. To może uczynić tylko Bóg. Naszą rzeczą jest nie zwątpić w Ojca. Wierzyć Mu nawet wbrew nadziei. Zaufać Mu nawet wtedy, gdy nas rozczarowuje to, co się dzieje, mimo, że to mega trudne.

W końcu… Musimy wiedzieć, że Droga Krzyżowa nie jest drogą do nikąd. To jest droga do Ojca…

Któryś za nas cierpiał rany…

 

I jeszcze na koniec…

Amen…

Amen to nie: „być może”, „możliwe”, „kto wie”, „o ile szczęście dopisze”

ale: Tak. Naprawdę. Na pewno. Niech tak się stanie.

Zbyt często wyrzucamy z siebie „Ojcze nasz” jak z karabinu, bez zastanowienia… Tymczasem to modlitwa, która jak żadna inna, przybliża nas do Ojca. I ma moc zmieniania naszego życia. Taką moc, która czyni nas z każdym dniem coraz bardziej Jego dziećmi.

Pan Jezus za wierność Planowi Ojca zapłacił wielokrotnie niezrozumieniem, rozdarciem, opuszczeniem, osamotnieniem, a w końcu śmiercią. Wszyscy wiemy, że to była jedyna możliwa cena.

Chrześcijanin – tak samo jak jego Mistrz – ma być wierny temu Planowi.

Moja modlitwa Ojcze nasz jest pewna, ponieważ powierzam ją Sercu Ojca. Najlepszego na świecie Taty. Amen oznacza, że tego właśnie chcę. Chcę mieć takiego Ojca i sama chcę być Jego dzieckiem.

Zmartwychwstanie Jezusa to Jego Amen;) Powrót do raju. Spacer z Ojcem po ogrodzie i pasjonujące dyskusje do świtu… Nie jakieś nudy, ale sama radość, szczęście, ucztowanie i spełnienie, coś czego „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało”, coś, co nie śniło się nawet filozofom.

I oby to było także naszym udziałem. Byśmy spotkali się z Ojcem w niebie. Amen.

 

(W moich rozważaniach posiłkowałam się książką: Ojcze nasz. Modlitwa dzieci Bożych. księdza Alessandro Pronzato.)

GB

Wielki Post 2019