Duchowość eucharystyczna bł. M.C. Crostarosy

  Maria Celeste Crostarosa,  włoska osiemnastowieczna mistyczka, to postać ciągle jeszcze w Polsce mało znana. Tym większa nasza radość, kiedy jako jej duchowe córki, możemy przybliżyć nieco jej osobę, jej duchowe doświadczenie, jej drogę do zjednoczenia z Bogiem. Jeśli ktoś pragnie postawić Eucharystię w centrum swojego życia i kształtować swoją codzienność w „szkole Eucharystii”, może ją wziąć za przewodniczkę na tej drodze.

 

Eucharystyczne nawiedzenia Boga

Zaczęło się bardzo wcześnie… Kiedy Maria Celeste pod koniec życia pisze Autobiografię, opowiada swoje życie jak Korneliusz w Dziejach Apostolskich. To był Pan! Pan się objawił, Pan powiedział, Pan posłał po Piotra. To ujawnia głęboką świadomość bycia obdarowaną. Od początku czuje się obdarowana i prowadzona przez Boga. Najważniejsze momenty jej życia są naznaczone doświadczeniem eucharystycznej obecności Boga.

 

  • Wezwanie

Na początku swojej drogi modlitwy odnotowuje następujące doświadczenie:

W jedną z niedziel przystąpiłam do Komunii świętej. Po otrzymaniu “świętej cząstki”, objawił mi się Pan nasz z otwartym bokiem i przyjmując mnie do swojego Boskiego Serca, powiedział: “Wejdź do tej rany, a Ja obmyję cię i oczyszczę ze wszystkich twoich grzechów“. Powiedział to z wielką łagodnością, a dusza moja poczuła się czysta i wolna. Dodał jeszcze, że odpuścił mi wszystkie grzechy. Wtedy rozpłakałam się słodkimi łzami i płakałam przez wiele godzin, trwając w głębokim skupieniu. Później Pan powiedział do mnie: “Ja chcę być twoim Przewodnikiem, Ja chcę cię prowadzić, nie szukaj nikogo, tylko Mnie samego. Ja będę twoim Mistrzem, nie kochaj żadnego stworzenia jak tylko Mnie“. Doznałam wielkiego wewnętrznego pocieszenia. Czułam się jak osłupiała. Wtedy to pierwszy raz otrzymałam wewnętrzną wizję. Wróciłam do domu pełna dobrych pragnień, zdecydowana oddać się cała Bogu i na serio rozpocząć święte życie. Niosłam w sobie gorące pragnienie, pobudzane przez tajemniczą obecność, której doświadczałam w sercu. Nie znałam wcześniej tak odczuwalnego towarzystwa naszego Pana Jezusa Chrystusa. Nie mogłam więc powstrzymać się od łez. Pan oświecił mój rozum, a ja czułam ogromne zobowiązanie wobec Niego. Zobaczyłam moją niewdzięczność wobec Jego dobroci i Jego wielkie miłosierdzie, które mi okazał, nawiedzając i obdarzając swymi łaskami. Im bardziej doświadczałam skutków Jego obecności w mym sercu, tym bardziej pragnęłam wyniszczyć się z miłości do Niego. Co mogłam jednak uczynić, aby odpowiedzieć na Jego miłość? Tylko jedna myśl pozostała w mym sercu: sprawiać Bogu przyjemność”.

Widzimy wyraźne pociągnięcie przez Boga, na które ona odpowiedziała „gorącym pragnieniem”. Bóg pozwala jej zobaczyć, jak ogromnie jest przez Niego obdarowana. A ona rozpoznaje, że jedynym sposobem na okazanie Mu należnej wdzięczności, jest oddać się całkowicie Bogu i rozpocząć święte życie”. W Autobiografii można prześledzić, jak Jezus w Komunii świętej prowadził ją przez ten początkowy etap drogi modlitwy jakim jest droga oczyszczenia. „W wieku 19 lat otrzymuje pozwolenie kierownika duchowego na codzienną komunię świętą (…) Jezus w Najświętszym Sakramencie zamieszkał w niej i objawiał się jej sercu na „wiele cudownych sposobów”.

 

Objawienie Reguły

25 kwietnia 1725 roku M. Celeste przeżyła następujące doświadczenie:

Po Komunii świętej w mojej duszy znowu dokonała się przemiana mojego bytu w Byt naszego Pana Jezusa Chrystusa, lecz tym razem inaczej niż poprzednio, kiedy tylko na chwilę dusza doświadczała tej przemiany. Teraz przez krótki moment zobaczyłam naszego Pana Jezusa Chrystusa, który złączył swoje najświętsze ręce, stopy i bok z moimi. Nie dokonało się to w ludzkim ciele, lecz w boskim blasku i pięknie, których nie wyrazi żaden język. Duszę moją dotknęła duchowa czystość i słodycz, jakiej nigdy dotąd nie zakosztowałam. Zakosztowałam wszelkich drogocennych dóbr życia naszego Pana Jezusa Chrystusa, a On odcisnął je jak pieczęć na moim sercu. Wtedy usłyszałam głos Pana mówiący, że znak ten wycisnął nie tylko na moim sercu, ale także na wielu duszach, które przeze mnie miały otrzymać życie w Nim. Wtedy też zrozumiałam, że Pan przeze mnie zamierza dać światu nowy Instytut. Wszystko to wpisane zostało w moje serce i w moją duszę. Pozostawałam cała jakby wchłonięta przez Boga.”Dwa dni później, kiedy przystępowałam do Komunii świętej, pełna lęków i wątpliwości dotyczących tego, co zaistniało i pokornie prosiłam Pana o pomoc, na Jego widok natychmiast rozproszyły się wszelkie ciemności. W Najświętszej Hostii pokazał mi się Pan w habicie o kolorze ciemnoczerwonym, który miały włożyć siostry tego zakonu oraz w pelerynie nałożonej na habit. Widzenie to było bardzo krótkie. Patrzyłam na Pana oczami duszy, a nie ciała. Mówił, że spodobało Mu się, abym żyła w Jego życiu, a jako znak, że jest to Jego dzieło, da mi wielkie pragnienie znoszenia obelg i udręk z miłości do Niego. (…) Dlatego powinnam swoje życie przemienić w Jego życie, abym w ten sposób zrodziła Go w świecie, w Jego umiłowanych duszach. Powinnam być prawdziwym świadkiem dzieł zbawczych, których On dokonał z miłości do ludzi. Pozwolił mi także zobaczyć, że wszystko to zapisał swoją drogocenną Krwią w moim sercu, a także polecił, abym w Jego Imię napisała Reguły. Miałam je pisać przez godzinę po Komunii świętej, bo wtedy były one wyryte w moim sercu i w pamięci. W jednej chwili objaśnił mi znaczenie stroju i tego, co zawarte jest w Regułach oraz ducha tych Reguł.”

 

Dla nas redemptorystek bardzo droga jest ta świadomość, że Bóg w taki eucharystyczny sposób powoływał do istnienia nasz Zakon. Pierwsze objawienie – po Komunii świętej. Reguły spisywane przez wiele dni, ale zawsze przez godzinę po Komunii świętej. To nie wszystko. Te Reguły Jezus zapisał swoją drogocenną Krwią w jej sercu.  One tam zostały „włożone”. To nie ona je pojmowała. Ona je otrzymała w darze! On je wycisnął jak pieczęć.

 

Co to znaczy dla nas dzisiaj?

W każdej Komunii świętej Jezus dokonuje w nas swego dzieła! W każdej Eucharystii otrzymujemy bezmiar łaski. Zostajemy jakby stwarzani na nowo. Maria Celeste używa pięknego obrazu szaty chrzcielnej.

Dlatego, kiedy przyjmujesz Mnie w Komunii świętej, przyjmij jednocześnie w moim sercu szatę chrzcielną wraz z moją Krwią i bądź pewna, że zawsze, kiedy trwasz ze Mną w miłosnej jedności, nie staniesz się inna jak tylko piękna i czysta.”

 

Godna podkreślenia jest jeszcze jedna myśl z tego doświadczenia Marii Celeste: Dlatego powinnam swoje życie przemienić w Jego życie, abym w ten sposób zrodziła Go w świecie, w Jego umiłowanych duszach. Ona jakby jasno określa cel naszej duchowej drogi. Przemienić swoje życie w Jego życie! Oczywiście, sami nie możemy tego dokonać. Do nas należy jednak w każdej Eucharystii swoje życie przynosić Jezusowi, oddawać, by On je przemieniał, by wchodził w każdą sytuację i napełniał ją swoją miłością. Wtedy nasze życie będzie coraz bardziej podobne do Jego życia. Ale to jeszcze nie koniec. To wszystko po to, żeby „zrodzić Go w świecie, w Jego umiłowanych duszach”. To wszystko po to, żeby On mógł rodzić się przez nas w innych ludziach, żeby On jakby z naszego życia został „odczytany”, jak z piątej Ewangelii. Zrodzić można kogoś wtedy i tam, gdzie go jeszcze nie ma. W tych słowach pobrzmiewa troska Jezusa o tych ludzi, którzy oddalili się od Niego, do których On chce dotrzeć przez nas, którym chce objawić swoją miłość przez nas, dla których On do tej pory jakby nie istniał.

  • Gorąco zapragnąłem

Wstęp do Reguł naszego Zakonu nosi tytuł: Plan Przedwiecznego Ojca i rozpoczyna się od takich samych słów jakie znajdziemy w Ewangelii przed ustanowieniem Eucharystii. O naszym Zakonie można więc powiedzieć, że zrodził się tak, jak Eucharystia – z gorącego pragnienia:

Gorąco zapragnąłem dać światu mojego Ducha i przekazać Go moim stworzeniom rozumnym, abym żył z nimi i w nich aż do końca świata. Z bezgranicznej miłości dałem im mojego Jednorodzonego Syna i przez Niego przekazałem im mojego boskiego Ducha Pocieszyciela, aby ich przebóstwić w życiu, sprawiedliwości i prawdzie, aby z upodobaniem objąć wszystkich w Słowie-Synu miłości. Aby moje stworzenia pamiętały o odwiecznej miłości, jaką je umiłowałem, spodobało mi się wybrać ten Instytut, aby był dla wszystkich ludzi świata żywą pamiątką, tego, co mój Syn Jednorodzony zechciał uczynić dla ich zbawienia, (…)Jego dzieła są ciągle żywe dla Mnie i mają wartość bezcenną. Dlatego wy, dusze do niego wybrane, będziecie z Nim uwielbione w wieczności, gdy w waszym duchu odciśniecie Jego życie i naśladując Go prawdziwie staniecie się do Niego podobne, jako żywe obrazy mojego Umiłowanego Syna. Bo tylko On sam jest waszą Głową i waszym Początkiem. Będziecie nosić Go jako życie waszego serca, jako Cel waszego istnienia, Pasterza waszej owczarni i Mistrza waszego ducha.”

Ten tekst, bardzo nam drogi, odczytywany w najbardziej uroczystych momentach naszego wspólnego życia, ukazuje naszą tożsamość. Tożsamość wspólnoty i tożsamość każdej redemptorystki. Wspólnota ma być żywą pamiątką tego, co Jezus uczynił dla naszego zbawienia, ma być „żywą Ewangelią”, ma nie tylko przypominać, ale uobecniać – jak Eucharystia – całe życie Jezusa! A każda redemptorystka i każdy człowiek wybierający się w tę duchową przygodę za Odkupicielem ma się stać Jego „ożywionym wizerunkiem”. Tylko wtedy, kiedy każdy osobiście podejmie to wielkie wezwanie do przemiany własnego życia w życie Jezusa, kiedy pozwoli Jezusowi rzeźbić na swojej twarzy Jego własne rysy, Jego podobieństwo, cała nasza wspólnota i cały Kościół będzie się stawał żywą pamiątką Jego miłości. To wezwanie przyprawia mnie często o zawrót głowy! I zawstydza… I pociąga, by w każdej Eucharystii oddawać się Duchowi Świętemu, który może we mnie, w nas, dokonać tego wielkiego dzieła!

 

  • Przemieniona w Jezusa. Przebóstwienie

M.Celeste w ostatnim – trzecim etapie życia – już w Foggia, gdzie po latach cierpień założyła klasztor według Reguł danych jej przez Jezusa pisze ostatnią część Rozmów duszy z Jezusem – rozmowę dziewiątą. Przekazuje nam doświadczenie swojej eucharystycznej przemiany.

 „Rano w Komunii świętej przemieniłeś mnie w siebie, bo weszłam w Człowieczeństwo Twojego Boskiego Słowa i ofiarowałam się Ojcu za wszystkich ludzi. Nigdy wcześniej tego nie doświadczałam. Mszę świętą rozpoczęłam wtedy od Ofiarowania i oddałam się mojemu Ojcu za wszystkie grzechy świata; poświęciłam moją wolę Jego Boskiej woli w doskonałej ofierze, jak w Ogrodzie Oliwnym i przeszłam całą Mękę aż do śmierci na krzyżu – aż do dopełnienia ofiary(…). Doświadczyłam niewyrażalnego uwielbienia; przez mękę dusza moja zasłużyła, by się nim radować w każdej ofierze sprawowanej w moim Kościele.”(…) Pewnego ranka w Ofierze Mszy świętej Ty, Miłości moja, wezwałeś duszę moją do siebie, jak zwykle trwając w intymnej jedności ze mną podczas Komunii świętej. Wtedy poleciłeś mi, abym oddała się twemu Boskiemu Ojcu, będąc w jedności z doskonałą ofiarą krzyża; abym – już oczyszczona z plamy popełnionych grzechów (tak od winy jak od kary za nie) – ofiarowała się Bogu Ojcu, tak jak Boskie Słowo Człowiek-Bóg ofiarował się za wszystkie grzechy świata, wynagradzając boskiej sprawiedliwości w zjednoczeniu z Tobą. We mnie dokonywałeś całkowitego zadośćuczynienia i za mnie spłacałeś wszystkie moje winy, ale również przyoblekłeś mnie w Twoją sprawiedliwość i niewinność: ozdobiłeś mnie bowiem twoimi boskimi cnotami. Jakież dziękczynienie mogę Ci złożyć, Jedyny i Umiłowany mojego serca! Pouczyłeś mnie też, że każda dusza, która w ofierze Mszy świętej w pokorze miłości zechce złączyć swojego ducha z twoim umiłowanym Boskim Synem i odda Ci swoje władze w jedności z doskonałą ofiarą Boskiego Słowa, ofiarowując się wraz z Tym, który jest Życiem wszystkich ludzi żyjących w Bogu, nie tylko zostanie oczyszczona ze wszystkich własnych grzechów, ale składając z siebie ofiarę wraz z Bożym Barankiem, zadośćuczyni również za grzechy bliźniego i za dusze czyśćcowe. Kiedy Jezus ofiarowuje siebie Bogu, również dusza, jeśli umiera dla wszystkich swoich władz i poruszeń zmysłowych, zostaje ofiarowana, aby żyło w niej tylko Słowo Boże, które ofiarowało się i umarło za człowieka”

Bóg jeden wie jak długa czeka droga każdego z nas, by dojść do takiej dyspozycyjności serca! Lata codziennej Komunii świętej, codziennej modlitwy, wczytywania się w Słowo Boże. Czasem Bóg posługuje się jakimś doświadczeniem, które oczyszcza nas bardzo szybko i natychmiast otwierają się nam oczy i widzimy znikomość ziemskich spraw. W tym doświadczeniu przemiany, którą przeżyła Maria Celeste warto podkreślić kilka elementów.

  1. stała się gotowa do ofiarowania się Ojcu za wszystkich ludzi. Czyż nie jest w tym podobna do Jezusa?
  2. jej pragnienie staje się tożsame z pragnieniem Jezusa: zbawienie wszystkich ludzi
  3. jej serce doświadcza tego Boskiego horyzontu, w którym nie ma lepszych i gorszych – ona pragnie zbawienia wszystkich
  4. doświadcza życia wiecznego – życia „zmartwychwstałego” „aby żyło w niej tylko Słowo Boże”.
  5. doświadcza bezgranicznej wolności w tym ofiarowaniu się i radości. Może tylko dziękować i zdumiewać się.
  6. Duchowość eucharystyczna

Kanadyjski redemptorysta o. Jean Marie Segalen w swojej książce pt. Rekolekcje z M.C.Crostarosa nazwał Marię Celeste mistyczką Eucharystii. Zasługuje na ten tytuł. Do tej pory powiedziałam, jak Jezus działał w jej życiu przez Eucharystię. Teraz chciałabym zająć się jej duchowym przesłaniem na podstawie jej pism, które ujawniają niezwykłą na jej czasy perspektywę. Powiedziałabym wręcz, że całe jej życie było eucharystyczne. Nawet kiedy nie pisze o Eucharystii wprost, to w jej pismach daje się zauważyć eucharystyczną logikę życia. W jej pismach znajdziemy wspaniałe teksty zrodzone z kontemplacji Jezusa obecnego w swoim Ciele  i Krwi, Jezusa, który zstąpił do jej serca, ale nie tylko to. Jej wizja życia jest ukształtowana przez Eucharystię – dar Jezusa. To o czym pisze Jan Paweł II w encyklice O Eucharystii w życiu Kościoła, dla niej było codziennością: Eucharystia była dla niej „szkołą życia”.

Logika daru      

Przyjmując Mnie w Najświętszym Sakramencie Ołtarza rzuć się w głębiny wielkich łask i darów, jakie przygotowałem dla człowieka. Zrób wszystko, abyś przez miłość przemieniła swoje życie w moje życie (…)Przez cały dzień trwaj w postawie dziękczynienia i uwielbienia mojego Ojca dobroci, mądrości, Boskiej miłości, którego tylko Ja mogę pojąć.”

Słowa te M. Celeste zapisała w późniejszym okresie swojego życia. Jest to już owoc jakiegoś doświadczenia i perspektywa, która przenika wszystkie jej pisma. Ona wyznacza dynamikę życia wspólnoty redemptorystowskiej. Jest to dynamika głęboko eucharystyczna, dynamika daru. Eucharystia jest nieustannym obdarowywaniem człowieka przez Boga. On nam daje Siebie, a w Sobie wszystko! Krostarozjańska logika daru wypływa z przeżywania Jezusa jako daru Ojca dla człowieka. Ona przenika wszystkie reguły stając się zasadą życia. Ona ma kształtować naszą mentalność. Maria Celeste używa tego języka, ponieważ Bóg wchodzi w relację z człowiekiem poprzez dar – poprzez stanie się darem dla człowieka. W żaden inny sposób nie byłoby to możliwe! Spotkanie człowieka z Bogiem jest możliwe tylko jako dar Boga! Spotkanie, zjednoczenie eucharystyczne jest darem największym:

Córko Miłości, pamiętaj o tym, co powiedziało ci Słowo Boże – Bóg – Człowiek, że pozostanie z nami aż do końca świata, bo stał się pokarmem człowieka, co więcej życiem człowieka w Najświętszym Sakramencie Eucharystii. Moje miłosierdzie nie może być większe, bo nie mogę już ofiarować większego daru – moja wszechmoc nie może już dokonać większego dzieła, bo dała własnego Syna.           Pełna zachwytu zatrzymaj się i zobacz jak wiele jest dóbr, które otrzymujesz: najpierw wszelkie zasługi i wszystkie cnoty CZŁOWIEKA BOGA PIELGRZYMA – wszystkie przelewają się do Twojej duszy i stają się twoimi w jedności z Nim – wszystkie zmysły i namiętności uświęca On swoimi zmysłami; twoje ciało przemienia w Swoje, i w jedności hipostatycznej  Duszy i Ciała, Słowa z Boskością, wejdziesz przez miłość w Boga i przemienisz się w Błogosławioną Trójcę; tutaj jednoczy się On z tobą, tak, że będzie żyć Bóg w Bogu i człowiek w Bogu, jedno z Nim, życiem Boga.(…)Oto zbawienie sprawiedliwych, oto źródło, gdzie piją wszelkie światło, poznanie odwiecznych prawd; tutaj otrzymują rzekę miłości, której pełnia zależy od pojemności naczynia; tutaj zatapiają się w Bogu, aby wydać obfite owoce wszelkiej cnoty, szczególnie miłości bliźniego, bo sakrament ten jest miłością; tutaj otrzymują Ducha Świętego, ze wszystkimi Jego darami, bo Syn mój przemienia ich w Boga. (…) Zobacz, córko, swoją ogromną godność w tym sakramencie oraz moje miłosierdzie, które niczego nie zachowało dla siebie, ale obdarowało cię bez miary. Dlatego Twoje życie niech będzie nieustannym przygotowaniem i dziękczynieniem mojemu Miłosierdziu.”

Maria Celeste rozumie głęboko, że wszystko, co dla nas czyni Bóg jest zaproszeniem do naśladowania Go. Idąc za tą myślą – również ja mam wchodzić w relację z innymi w perspektywie daru. „Prawdziwa jakość życia wypływa z daru” Relacja z drugim człowiekiem jest eucharystyczna wtedy, gdy jest wolna od wszelkiej pretensjonalności, rywalizacji, przemocy. Nasze uczestnictwo w Eucharystii jest pełne i owocne gdy pozwalamy Bogu, by logika daru kształtowała nasze odniesienia do innych ludzi.

Ale da Boga z samego siebie jest nie tylko zaproszeniem do naśladowania Go. Jest przede wszystkim zaproszeniem do wzajemności, do złożenia siebie w ofierze Bogu. W każdej Eucharystii mamy tę możliwość. Razem z jedyną Ofiarą Jezusa Chrystusa, oddać Bogu siebie, swoją wolność, swoją wolę, swoje pragnienie posłuszeństwa Jego Słowu.


Wdzięczna pamięć

Logika daru rodzi następną postawę serca, jaką jest wdzięczność. Przytoczmy raz jeszcze fragment poprzedniego tekstu z Ćwiczeń miłości:

Pełna zachwytu zatrzymaj się i zobacz jak wiele jest dóbr, które otrzymujesz: najpierw wszelkie zasługi i wszystkie cnoty CZŁOWIEKA BOGA PIELGRZYMA – wszystkie przelewają się do Twojej duszy i stają się twoimi w jedności z Nim – wszystkie zmysły i namiętności uświęca On swoimi zmysłami; twoje ciało przemienia w Swoje(…) tutaj jednoczy się On z tobą, tak, że będzie żyć Bóg w Bogu i człowiek w Bogu, jedno z Nim, życiem Boga.(…) Zobacz, córko, swoją ogromną godność w tym sakramencie oraz moje miłosierdzie, które niczego nie zachowało dla siebie, ale obdarowało cię bez miary. Dlatego Twoje życie niech będzie nieustannym przygotowaniem i dziękczynieniem mojemu Miłosierdziu.”

Człowiek, który żyje świadomością daru, nosi w pamięci i w sercu Boże zmiłowania, jest człowiekiem wdzięczności, dziękczynienia, człowiekiem, któremu obca jest wszelka pretensjonalność, rozgoryczenie, żądza posiadania:

Ukochałeś mnie wyjątkową miłością, uprzedzałeś swoją łaską. Myśl o wielkim Twoim miłosierdziu zadziwia mnie i zapiera oddech. W tym wewnętrznym zmieszaniu, zawstydzają mnie nie tyle grzechy popełnione przeciwko Tobie, ile ogrom dobra otrzymanego od Ciebie bez żadnej zasługi. Ku mojemu zawstydzeniu, nigdy nie potrafię tego wyrazić tak, jak Ty tego chcesz dla Swojej większej chwały, bo niezliczone są łaski, którymi obdarowałeś moją niewdzięczną duszę”

Jezus dający się nam w swoim Ciele i Krwi – wydający się w nasze ręce, zawierzający się nam bez reszty w Eucharystii może w nas rodzić tylko wdzięczność. O. Sabatino Majorano, włoski redemptorysta i profesor rzymskich uniwersytetów powiedział kiedyś w czasie konferencji, że tylko wtedy, gdy będziemy dziękować za wszystko, uda nam się coś zrozumieć ze swojego życia. Do tamtej chwili byłam przekonana, że jest dokładnie odwrotnie. Najpierw muszę zrozumieć, żeby podziękować. Uprzedzająca wdzięczność jest znakiem dogłębnego zaufania Bogu. Kiedy dziękuję zanim zrozumiem mówię jednocześnie Bogu, że wierzę, iż On może mnie obdarować tylko tym, co dla mnie dobre. Greckie słowo, które zostało użyte dla określenia Eucharystii oznacza właśnie dziękczynienie, jest to więc kolejna głęboko eucharystyczna postawa człowieka. Z przytoczonych słów M. Celeste przebija poczucie ogromnego obdarowania i świadomość, że Bóg dał nam nie coś ze swego, ale we Wcieleniu i Eucharystii dał nam wszystko, co miał do dania! Jego miłosierdzie niczego nie zachowało dla siebie, ale obdarowało nas bez miary.(jw)

Ta wdzięczna pamięć, która rodzi się w nas z Eucharystii, w odniesieniu do Boga będzie się wyrażać w postawie uwielbienia, a w odniesieniu do ludzi w postawie miłosierdzia. „Nauczę się też kochać mojego bliźniego tylko miłością miłosierną, a nie płynącą z naturalnych skłonności.” „ Dobrze jest miłości w prostocie. Ja “zasiadam” i odpoczywam “jak w południe”, w duszach szczerych i prostych, które nie patrzą na bliźniego inaczej jak tylko po to, by go szanować, interpretując pozytywnie wszystkie jego czyny, tak jakby były one dokonane przez ich prostotę, i przekazuję im mego ducha pokoju.

 

Adoracja

Ojciec prof. Domenico Capone wybitny znawca duchowości redemptorystowskiej, całą duchowość Celeste Crostarosa nazwał “duchowością słoneczną”. Jest to trafne określenie jej mistyki, która dostępna może być dla każdego człowieka. Słońce w jej duchowości jest obrazem Chrystusa, którego określa “boskim słońcem”. W tym miejscu warto zapoznać się z treścią wewnętrznych oświeceń, które sama opisuje:

Spójrz na słońce, jak oświetla, ogrzewa, daje wzrost roślinności na ziemi. Zobacz jak świeci dla wszystkich. Tylko ci, którzy zaryglowali okna i nie chcą otrzymać jego światła, są go pozbawieni z własnej winy, bo nie chcą wpatrywać się w jego blask. To słońce, które widzisz na świecie, zostało stworzone jako symbol boskiego Słońca, które swoją boskością daje światło wewnętrznemu światu duszy. To światło jest efektem mojej boskiej obecności w duszy przeze Mnie stworzonej. Przez to ziemskie słońce, które zawsze świeci, ty ujrzysz moją boską doskonałość. Zobaczysz, jak ciepło mojego Ducha powoduje w duszy wzrost “roślinności cnót”, a te rodzą kwiaty i owoce życia wiecznego. Mój Duch daje światło, które oświeca rozum i rozpala wolę w mojej boskiej miłości. W moim boskim cieple osuszam złe soki, wytwarzane przez nieuporządkowane namiętności, niszczę niedoskonałość dusz, które mają otwarte oczy, wpatrują się we Mnie i pozwalają, aby wszedł w nie mój blask. Są to ci, którzy mają otwarte okna duszy i nie zaryglowali ich grzechem. Wpatrując się w to ziemskie słońce, będziesz pamiętać o tym, co ci objawiłem i stanie się twoją nieustanną modlitwą”.

To chyba najpiękniejszy obraz w tekstach Marii Celeste, który oddaje rzeczywistość adoracji Jezusa w Sakramencie Ołtarza. Stając przed Nim nie robimy nic innego, jak pozwalamy, by dokonał w nas swego dzieła. Otwieramy się przed Nim, by Jego „promienie” obdarowały nas swoim pięknem. W ostatnim zdaniu znajdujemy jeszcze słowa o wpatrywaniu. „Nasza duchowość jest duchowością spojrzenia, ponieważ jest duchowością światła, obrazu, piękna. Kiedy Bóg pozwala nam doświadczać Siebie, jesteśmy przez Niego przyciągani. Jest to o tyle prawdziwe, że Crostarosa powie, iż dobro rodzi się w nas z promieniowania Chrystusa. To On sprawia, że dojrzewamy.” Maria Celeste bardzo często pisze o spojrzeniu, o wpatrywaniu się w Jezusa, o „sguardo fisso” – spojrzeniu utkwionym, upartym wpatrzeniu w nasze „Boskie Słońce”. W drugim stopniu modlitwy opisuje doświadczenie modlitwy miłosnego spojrzenia:

Jakże mogę wyrazić pokój, zadowolenie, pewność, którymi dusza rozkoszuje się w tej modlitwie? Ucieka w bezpieczne schronienie, pod skrzydła Boga, gdzie ukrywa siebie samą w całkowitym akcie oddania, ofiarowania i zależności od swego ukochanego Dobra. W Nim pokłada całą swoją nadzieję, ukrywa całą swoją nędzę, w Nim odpoczywa we wszystkich swoich krzyżach, w Nim składa wszystkie swoje pragnienia, trwając w Nim jest zadowolona z każdej swojej męki, utrapienia czy wzgardy okazanej przez ludzi. Zachowuje się w tym “odpoczynku” jak owieczka wobec swego prawowitego pasterza(…)Wtedy jej serce pozbawione jest wszelkich lęków, dzięki pewności, która obfituje w duszy. Wtedy też w jednym miłosnym spojrzeniu skierowanym ku Bogu przedstawia Mu siebie samą, wszystkie potrzeby bliźniego i każde pragnienie, którego spełnienia oczekuje. Trwa ona przed swoim Umiłowanym i tym spojrzeniem miłości przedkłada Mu wszystkie swoje sprawy. Jej duchowy wzrok raduje się nie tylko tym, że może się w Niego wpatrywać, ale przede wszystkim tym, że jej Umiłowany patrzy na nią – substancjalnie (istotowo, to spotkanie bytów), przyjaźnie i miłosiernie.

Kończąc

 W XVIII wieku całe życie sakramentalne wyglądało zupełnie inaczej. Na przyjęcie Komunii świętej potrzebne było pozwolenie kierownika duchowego. On również określał częstotliwość przyjmowania Komunii świętej. Odbywało się to poza Mszą św. Maria Celeste w Konstytucjach określa dokładnie zasady. Tzw. „słuchanie” Mszy św. było częścią godzinnego dziękczynienia po Komunii świętej. Jedno jest pewne: Jezus obecny w swoim Ciele i w swojej Krwi gorąco zapragnął stanąć w centrum jej życia, przemieniać ją wewnętrznie i obdarowywać Sobą i wszystkimi skarbami Nieba aż do całkowitej przemiany, którą w końcu przeżyła i opisała pod koniec życia w ostatniej części Rozmów duszy z Jezusem. On chciał, by była Jego żywym wizerunkiem, by żyła Jego życiem. Chciał, by ludzie patrząc na nią, i na każdą wspólnotę redemptorystek, przypominali sobie co On uczynił dla ich zbawienia i odkrywali Jego miłość. M. Celeste nie stworzyła żadnego systemu ascetycznego, ona odkryła, że Jezus jest jej wszystkim i w Nim posiada całą świętość, dlatego już tylko pragnęła, by On się jej udzielał, przez nią promieniował dalej, docierał do innych ludzi. To nie ona kochała. To Jezus kochał przez nią.

Druga ważna rzecz, którą dobrze byłoby zachować w sercu po dzisiejszym spotkaniu z Marią Celeste, to życie eucharystyczne. Tak bardzo potrzeba dzisiejszemu światu świadectwa ludzi, których życie jest ukształtowane w szkole Eucharystii, których życie jest podobne do życia Jezusa. Żyć logiką Eucharystii – logiką daru, pielęgnować wdzięczną pamięć, pozwolić Jezusowi promieniować Jego miłością przez nas. W ten sposób nasze życie będzie nabierało znaczenia sakramentalnego, a Sakrament Eucharystii będzie wypełniony naszym życiem, naszymi małymi i wielkimi ofiarami, naszym zasłuchaniem w Słowo, naszym posłuszeństwem, a nasze serca będą się coraz bardziej rozszerzać obejmując szczerą i żarliwą modlitwą każdego człowieka na ziemi, którego Jezus odkupił swoją drogocenną Krwią.

 

Świadectwo

Jezus w Eucharystii zawsze mnie pociągał. Kiedy byłam dzieckiem i nic jeszcze nie rozumiałam z tego, co dokonuje się we Mszy św. często w niej uczestniczyłam. Było mi tam po prostu dobrze. Dziś rozumiem to i nazywam „pociąganiem Boga”. W wieku 15 lat na oazie wakacyjnej ksiądz wprowadził nas we wszystkie obrzędy. Wyjaśnił rzeczywistość, która kryje się za symbolami i gestami, pokazał nam, że Eucharystia nie jest tylko jakimś obrzędem ale, że tu się dokonuje coś najistotniejszego dla życia chrześcijanina, że tu się coś dzieje. Od tamtej pory nie przypominam sobie dnia, w którym nie przyjęłabym Komunii św. A Jezus dzień po dniu wprowadzał mnie w swoje tajemnice. Słuchając codziennie modlitw eucharystycznych uczyłam się miłości do Boga, do Kościoła, do ludzi. Uczyłam się odpowiedzialności za Kościół, uczyłam się modlitwy.  Eucharystia kreśliła mi horyzont modlitwy. Tam Jezus wołał mnie do życia wyłącznie dla Niego. Wołał mnie słowami tekstów mszalnych: „Uczyń nas Panie wieczystym darem dla Siebie” „I dziękujemy, że nas wybrałeś, abyśmy stali przed Tobą i Tobie służyli”. Zawsze je słyszałam, mimo licznych rozproszeń. Wreszcie Jezus w Eucharystii mnie ocalił, przeprowadził przez bardzo trudne dzieciństwo i młodość. Strzegł i ochraniał. Tak cichutko, jak tylko On potrafi. Dzień po dniu – z uwagą, czułością, i mądrością. Aż w końcu przyszedł taki dzień w moim życiu, krótko przed maturą, kiedy uświadomiłam sobie na modlitwie, że wszystko czym jestem i co posiadam dał mi Jezus przez Eucharystię. Zobaczyłam, że moje życie jest piękne, że jestem szczęśliwa, bo On mi się dawał dzień po dniu – w swoim Ciele i Krwi. I zobaczyłam, że teraz czas na moją odpowiedź. Następny krok należy do mnie i jeśli chcę Mu choć trochę się odwdzięczyć, to nie ma innej drogi – tylko zrobić to, co On zrobił dla mnie – oddać Mu się cała. Duch Święty w moim sercu nazwał to wtedy, w tej modlitwie: stać się Żywą Eucharystią. Nie wiedziałam, że taki termin istnieje w teologii. Nie wiedziałam, że jest zapisany w Konstytucjach Zakonu Sióstr Redemptorystek. Wiedziałam tylko, że chcę być „Żywą Eucharystią”. Kiedy więc znalazłam te dwa słowa w naszych Konstytucjach, poszłam do przełożonej i powiedziałam, że  chcę tu wstąpić. Jezus dokonuje we mnie nadal dzieła przemiany. Jeszcze nie kocham tak jak On, ale żyję tylko po to, żeby do tej chwili dojrzeć, bo wtedy będę zdolna Jego Sercem objąć cały świat i nieść mu Jezusa.

s. Agnieszka Kot