Łk 9, 23-24 – Morze

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, zachowa je” (Łk 9, 23-24).
„Podczas Komunii świętej ukazujesz mi, że jesteś rozległym Morzem doskonałego i bezgranicznego dobra, a ja jestem jak kropla wody, która wpada w Ciebie i zamienia się w to rozległe morze, gdzie gubię mój byt i widzę, że stałam się oceanem wszelkiego dobra, zatracając poczucie moich ograniczeń i nędznego bytu, mojej maleńkości. Czuję nowy byt, rozległy i boski, w którym nie odczuwa się żadnego lęku ani nędzy czasu, lecz jest tam siła, moc, wielkość nieskończona, dobroć bez granic”. (Rozmowa IX)

 

Czytać Ewangelię życiem i życie z Ewangelią… Konkretne doświadczenie Matki Celeste może pomóc zrozumieć prawdziwy, głęboki sens słów Jezusa, także tych, które mogą czasem wydawać się trudne, nawet nie na miejscu, nie na czasie… Tak jak na przykład słowa o traceniu własnego życia, aby je odnaleźć. Ale jak to jest, że Ty Panie, Boże miłośniku życia, żądasz od nas, abyśmy je stracili? Czy jest to może jakaś dziwna forma masochizmu? Dałeś nam życie, a teraz chcesz, abyśmy je oddali? Dlaczego? W jaki sposób?
Jest takie włoskie przysłowie – między mową a czynem jest morze. Tak to jest…. Nie wiem, czy Celeste już w tamtych czasach znała to przysłowie, nie sądzę! Faktem jest jednak, że horyzont w Scala ma kolor morza i stąd Matka zaczerpnęła klucz do interpretacji tego fragmentu Ewangelii św. Łukasza. Bóg jest morzem, my małymi kropelkami. Uświadomienie sobie tego to podstawa. Bóg jest Stwórcą, my stworzeniami. Często słyszymy, że wiele kropli tworzy wiadro wody, być może basen, w najlepszym przypadku staw! Jednak nie morze … nieskończonym morzem jest tylko sam Bóg. Czy mam więc odwagę zanurzyć się w tym morzu i zagubić mój byt, aby stać się oceanem wszelkiego dobra. Tak, zagubić nasz byt. To znaczy stracić swoje życie. Nie pozostawiać dla siebie celu. Mowa tutaj o odwadze, aby opuścić nasze małe, nic-nieznaczące ja, aby „przemienić się” w Boga. Nie jestem już kroplą, jestem morzem … Faktem jest, że czasami wygodnie być kroplą, przyjemnie jest czuć się bezradną, nie nawadniać pól, nie zwilżać wyschniętej ziemi. Jednak jesteśmy powołani, aby być morzem – morzem otwartym i bezgranicznym, morzem dobroci.
Kropla ma tylko zanurzyć się…, a morze samo przemieni ją w siebie. W przypowieściach Jezusa, ten kto coś utracił, nigdy nie jest biedny, ale zawsze obdarowany! Kropla składa się z wody i jest naturalnie przyciągana przez Morze, podobnie jak dusza jest nieskończona i tęskni w naturalny sposób, aby wtopić się w Nieskończoność.

s. Giovanna Lauritano

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *